Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies klikając przycisk Ustawienia. Aby dowiedzieć się więcej zachęcamy do zapoznania się z Polityką Cookies oraz Polityką Prywatności.
Ustawienia

Szanujemy Twoją prywatność. Możesz zmienić ustawienia cookies lub zaakceptować je wszystkie. W dowolnym momencie możesz dokonać zmiany swoich ustawień.

Niezbędne pliki cookies służą do prawidłowego funkcjonowania strony internetowej i umożliwiają Ci komfortowe korzystanie z oferowanych przez nas usług.

Pliki cookies odpowiadają na podejmowane przez Ciebie działania w celu m.in. dostosowania Twoich ustawień preferencji prywatności, logowania czy wypełniania formularzy. Dzięki plikom cookies strona, z której korzystasz, może działać bez zakłóceń.

Więcej

Tego typu pliki cookies umożliwiają stronie internetowej zapamiętanie wprowadzonych przez Ciebie ustawień oraz personalizację określonych funkcjonalności czy prezentowanych treści.

Dzięki tym plikom cookies możemy zapewnić Ci większy komfort korzystania z funkcjonalności naszej strony poprzez dopasowanie jej do Twoich indywidualnych preferencji. Wyrażenie zgody na funkcjonalne i personalizacyjne pliki cookies gwarantuje dostępność większej ilości funkcji na stronie.

Więcej

Analityczne pliki cookies pomagają nam rozwijać się i dostosowywać do Twoich potrzeb.

Cookies analityczne pozwalają na uzyskanie informacji w zakresie wykorzystywania witryny internetowej, miejsca oraz częstotliwości, z jaką odwiedzane są nasze serwisy www. Dane pozwalają nam na ocenę naszych serwisów internetowych pod względem ich popularności wśród użytkowników. Zgromadzone informacje są przetwarzane w formie zanonimizowanej. Wyrażenie zgody na analityczne pliki cookies gwarantuje dostępność wszystkich funkcjonalności.

Więcej

Dzięki reklamowym plikom cookies prezentujemy Ci najciekawsze informacje i aktualności na stronach naszych partnerów.

Promocyjne pliki cookies służą do prezentowania Ci naszych komunikatów na podstawie analizy Twoich upodobań oraz Twoich zwyczajów dotyczących przeglądanej witryny internetowej. Treści promocyjne mogą pojawić się na stronach podmiotów trzecich lub firm będących naszymi partnerami oraz innych dostawców usług. Firmy te działają w charakterze pośredników prezentujących nasze treści w postaci wiadomości, ofert, komunikatów mediów społecznościowych.

Więcej
Czwartek, 27 sierpnia 2026
Imieniny: Monika, Cezary, Józef
bezchmurnie
24°C
Dziękujemy, teraz zawsze będziesz na bieżąco!

Podkowa Leśna okiem Krzywickiej

Nie od dziś wiadomo, że Irena Krzywicka była mieszkanką Podkowy Leśnej, a jej „Szklany Dom” lub „Szklana Willa” przy ul. Sosnowej bywał miejscem towarzyskich spotkań literatów i artystów z kręgu Skamandra: Tadeusza Boya-Żeleńskiego, Jarosława Iwaszkiewicza, Antoniego Słonimskiego, Jerzego Andrzejewskiego, Jana Parandowskiego i innych. A jak sama Krzywicka postrzegała Podkowę Leśną? Za sprawą opublikowanego w 1934 roku tekstu na łamach „Wiadomości Literackich” możemy przenieść się do tych wspomnień i obrazów.

Irena Krzywicka, P o d k o w a    L e ś n a

Bystry, oszklony, radośnie szumiący tramwaj ma w sobie coś z torpedy wypuszczonej na inną planetę. Na planetę gdzie upływa moje życie, tak odrębne i gatunkowo różne od życia w Warszawie. Póki krąży, znudzony i senny, po ulicach miasta, jest jeszcze na ziemi. Duszno tu, ciasno, brudno – co chwile przystaje bezsilnie. Na granicy miasta smród, zaduch – strefa piekielna. Ale już stamtąd skok w atmosferę. Hopla, i ziemia pozostała daleko. Czerwony tramwaj zaczyna dygotać z podniecenia. Szczękają w nim wszystkie części metalowe i szklane. Dreszcz i rytm. Wyskoczył w przestrzeń, wali przed siebie, stulony, zwarty w swym oszczędnym kształcie, żre elektryczny prąd i przecina jak pocisk świszczące z bólu powietrze.

Szklany_dom_Krzywickiej Spoglądam, roztargniona i znudzona, przez szybę. Nieistniejący głupi pejzaż podwarszawski – przestrzeń międzyplanetarna, którą należy coprędzej przebyć. Płachty piachu, płachty kartoflisk, smugi jarzyn. Patrzę chwilę, potem biorę książkę. Torpeda huczy, kołysze i zgrzyta. Chwilami staje, dygocząc nerwowo. Stacje, za któremi nic niema, tylko pole albo ugór, czasem parę brzydkich domków, wyrosłych tu i ówdzie, świecących mięsem surowej cegły, o dachu skośnym, nachylonym w jedną stronę, o kształcie jakby przepołowionym. Im dalej od miasta, tem ziemia gorsza: znikają smugi tłustej kaktusowej cebuli, stojących o kiju pomidorów, łbów kapuścianych, a jednocześnie pejzaż poczyna nabierać uroku, barwy, poetyckiej treści. Smutny mur Tworek – dreszcz lęku i niepokoju – a potem już łąki mokre i zielone, nakrapiane białą rzerzuchą i złotym jaskrem. Kępy wierzb wełnistych i olch mieniących się srebrem, a wśród nich krowy, nieruchome, wbite w tło biało-czarnemi plamami.

Wąski pasek mizernego lasu, pierwsze oparcie dla oczu na tym stepie – Komorów. Z obu stron, niby bedłki i muchomory, - domy rosnące z dnia na dzień, gęsto i pośpiesznie, z niczego, z jałowych ugorów, z pól, obsianych żytem. Ulice, wytyczone wśród pustyni, pokrywają się w ciągu tygodni domami. Widzi się jak rosną, jak się tworzą i obrastają zielem i kwiatami.

Potem polska, chłopska, mazowiecka Nowa Wieś, ze śliczną kałużą przy torze, pełną kaczek, polne Otrębusy z podbiegającą bliskosmugą boru, na którego czarnem tle tryskają młodzieńczo jasne gejzery brzóz.

I nagle dookoła toru tłum ciekawych, dziecinnych drzewek, swawolnych krzaczków. Obskoczyły dookołoa, prą niemal do okien pędzącego tramwaju, pragną go bodaj musnąć wesołemi liśćmi, pienią się z obu stron toru różnolitą zielenią.

To już Podkowa. Trochę wysokopiennych  sosen, parę białych willi i stacyjka wśród lasu. Na pozór zwykłe osiedle podwarszawskie, w istocie inna planeta.

Pod nogami elastyczność ziemi a w płucach i w głowie mocna fala zapachu ziół, liści drzew, lasu, kwiatów, ozonu. Chyba nigdzie, poza Pieninami i Tatrami, nie pachnie tak mocno, tak bogato, tak zielnie jak tutaj. Może to wspaniałe i urocze lasy Młochowskie, może właściwy stopień wilgotności (i suchości) powietrza – aromat Podkowy uderza do głowy podniecającym narkotykiem. Teraz prędzej, jaknajprędzej do domu, patrzącego szklaną ścianą na wschód, do ogrodu, gdzie wszystko niemal posadzone, wypielone i podlane własnemi rękami. Przebrać się w najgorszą suknię, zrzucić pantofle, aby pod bosemi stopami poczuć aksamit ciepłych ścieżek, zetrzeć z twarzy niepotrzebny puder, a z ust pomadkę, schamieć w ciągu minuty – znacie tę rozkosz? Zajrzeć do kwoki, nakarmić chlebem indyczkę, z którą się rozmawia jak z psem, uściskać kotkę Wobicę, dać się obskakać suce Dolmie, rzucić kawałek mięsa żółwiowi Nurmiemu – to wszystko są rytualne gesty, które pozwalają przeniknąć w tutejszą rzeczywistość, w tutejszy klimat, w tutejsze szczęście, nieobecne gdzieindziej.

Ogród rosisty, pierwsze własne czereśnie, niepodwiązane jeszcze pomidory (trzeba jeszcze dziś), ostróżki granatowe, niepokojące jak storczyki, na rabacie bylinowej, róża Madame Herriot płonąca jutrzenkowym pąkiem; pióropusze szparagów i perz, wyciągany z iemi, niby druty tajnego, podziemnego telegrafu…

Tu, w Podkowie, a zapewne i w innych osiedlach podwarszawskich wytwarza się osobny i nowy tryb życia. Obcowanie z przyrodą może jeszcze intymniejsze, niż na t.zw. „prawdziwej wsi”, gdzie pracują na ziemi inni, obcy ludzie, o ponurych i niechętnych spojrzeniach, ludzie z których się żyje i którzy o tem dobrze pamiętają. Tu niema zasmucających czworaków, ani – tuż za pięknym dworem – krytych słomą chałup wiejskich, słowem, właśnie w tym wycinku globu niema kwestii społecznej. Każdy tu jest u siebie, odcięty od świata, zamknięty za swoją siatką drucianą niemal hermetycznie, może zbyt hermetycznie, gdyby nie to że miasto tak blisko, z całym swoim niepokojem, obolałością, napięciem myśli, intensywnością istnienia.

Każdy człowiek, mieszkający pod miastem posiada fascynującą podwójność życia, bo cóż wspólnego mogą mieć ze sobą te dwa istnienia: miejskie, asfaltowe, biurowe, kawiarniane i ziemne, ogrodowe, zwierzęce? Ogród, w którym się pracuje, to świat bardzo osobny i pełny, mógłby wypełnić życie… Ale ma się przecie jeszcze to drugie istnienie – miejskie. Tem gorzej? Tem lepiej?

Wieczorem gasną światła kolejno w domkach, zanurzonych zmysłowo w puszystych ogrodach. Tylko na jednym tarasie, przy blasku elektrycznej lampki, stuka maszyna, a chłodny, pachnący wiatr muska schylone czoło. Wieczór dla literata na wsi czy w mieście – początek pracy. Zwłaszcza na wsi. Ręce, trochę spierzchnięte od wody i ziemi, grają na klawiszach maszyny melodję o zmiennym rytmie. Pachnie maciejka. Na murku siedzi popielaty kot i żółtemi oczami patrzy ponuro w noc. Cichy skok – polowanie. Dla niego noc też jest początkiem wysiłku i przygody.

„Wiadomości Literackie” 1934 r., nr 33 (560) , s.4

Irena_Krzywicka_Polona 

powrót do kategorii
Poprzedni Następny

Pozostałe
aktualności

Przeglądasz tę stronę w trybie offline.
Przeglądasz tę stronę w trybie online.