Ważne:
Strona Główna / Kultura / Kultura - Aktualności / Pół wieku w służbie zdrowia – rozmowa z Barbarą Derpińską

Pół wieku w służbie zdrowia – rozmowa z Barbarą Derpińską

Teresa Zabłocka: – Odkąd pamiętam, Pani zawsze była w podkowiańskiej Przychodni przy ul. Błońskiej…

Barbara Derpińska: – Najpierw pracowałam w Ośrodku Zdrowia przy Al. Lipowej /róg Orzechowej/. Tam, gdzie dziś jest oddział szkoły katolickiej, była moja pierwsza praca, którą podjęłam w 1968 roku. Przychodnia wówczas zajmowała parter z trzema gabinetami: interną, pediatrią i punktem szczepień         w łazience bez ogrzewania. Dogrzewałyśmy to pomieszczenie elektrycznym piecykiem – farelką. W gabinecie pediatrycznym był piec kaflowy, któremu zdarzało się wybuchać sadzą i wtedy badane dziecko zostało okopcone. Mimo ciężkich warunków panowała tam rodzinna atmosfera, lubiłam tam przychodzić. W piecach paliła rano Anna Michalak, tzw. Andzia. Pracowałam z doktor Danutą Majewską – pediatrą, Andrzejem Lipińskim – internistą, oraz kierownikiem tej placówki medycznej i doktor Alicją Gąsiorowską – internistką. Oprócz mnie były tam jeszcze inne pielęgniarki: Anna Brus-Kraszewska i Anna Kobylińska. W rejestracji: Jadwiga Koperczyńska, Jadwiga Łempicka, Bożena Lek. Ja i Ania Kobylińska dojeżdżałyśmy z Milanówka, ja kolejką EKD lub rowerem (zależnie od pogody), a ona na motorze Simson.

T.Z.: – Do Podkowy Leśnej sprowadziła się Pani z Milanówka?

B.D.: – Pochodzę z Milanówka, moja mama, Halina Markiewicz uczyła matematyki w milanowskim liceum przy ul. Piasta. Była inwalidką z Powstania Warszawskiego. Uciekając przed Niemcami w Śródmieściu, została postrzelona,  trzykrotnie amputowano jej nogę, ale nie udało się uratować kończyny i na całe życie została tylko proteza. Mimo inwalidztwa mama organizowała spływy kajakowe dla uczniów, którzy i w Podkowie pewnie ją dobrze pamiętają. Po maturze, w 1966 roku  ukończyłam dwuletnią szkołę pielęgniarską w Warszawie przy ul. Parkowej i to były wtedy wystarczające kwalifikacje do bycia pielęgniarką. Jeszcze w  liceum poznałam podkowianina – Macieja Derpińskiego (grał w pierwszym zespole „Trapistów”), wyszłam za niego za mąż i zaczęliśmy w Podkowie Leśnej budowę własnego domu przy ul. Jeleniej. Zamieszkaliśmy tutaj w 1976 roku z synami (Piotrem i Wojciechem), czyli najpierw tu tylko pracowałam, a potem przybyłam  na stałe. Teraz mam już troje wnuków i dwoje prawnuków.

T.Z.: – W latach 1978-80  wybudowano Przychodnię przy ul. Błońskiej…

B.D.:  – Cieszyłam się, bo oddano do użytku duży budynek. Dzieci chore i zdrowe miały do dyspozycji parter, a piętro przeznaczono dla dorosłych. Założono centralne ogrzewanie z istniejącą wtedy kotłownią, a potem Urząd ją zlikwidował i system ogrzewania wymieniono na gazowy. W nowej Przychodni już zatrudniono więcej personelu, zarówno lekarzy, jak i pielęgniarek. Przychodnią kierował wciąż doktor Andrzej Lipiński, przybyła Daniela Bijak, pediatra, Jadwiga Borzymowska, także pediatra i Jadwiga Lebecka, pediatra. Z innych lekarzy mogę wymienić m.in.: Ewę Turkowską – chirurga, Magdalenę Bijak-Perkę – internistkę, Krzysztofa Sankiewicza – ginekologa. Zespół pielęgniarski tworzyły: Anna Brus-Kraszewska, Barbara Grotek, Bogumiła Torbińska, Danuta Jagielska, Aleksandra Gos, Ewa Sobiech, położna Barbara Szymańska. Po latach piętro przeznaczono dla niepełnosprawnych, nam pozostał parter, jest mniej miejsca, ale tak samo pracujemy.

G.Z.: – Kto był dla Pani najbliższym lekarzem?

B.D.: – Dawniej więcej pracowałam w Poradni ”D” z dziećmi, a więc i z pediatrami. Najbliższe mi były zatem lekarki: Danuta Majewska, Daniela Bijak, Jadwiga Borzymowska. Później współpracowałam ze wszystkimi lekarzami, według zleceń.

G.Z.: – Na czym polegały Pani obowiązki w podkowiańskiej Przychodni?

B.D.: – Do moich zadań należały: szczepienia dzieci, sporządzanie bilansów zdrowia dzieci, zastrzyki, sprawozdania, porządkowanie punktu szczepień czy gabinetu zabiegowego, opatrunki, zdejmowanie szwów po zabiegach, wyciąganie kleszczy. Dawniej  np. stawiałam bańki i robiłam dzieciom więcej zastrzyków, a teraz większość leków przyjmuje się doustnie. Poza tym zmieniła się aparatura pomocnicza, obsługuję EKG, podczas gdy w starej Przychodni przy Lipowej na EKG jeździło się do Milanówka czy szpitala. Poprawiło się wyposażenie Przychodni, choć i w czasach kryzysu w latach osiemdziesiątych raczej nie brakowało materiałów opatrunkowych, pacjent mógł  też kupić i przynieść jałowe gaziki, zresztą do dziś tak bywa.

T.Z.: – Brała Pani udział w akcji rozdawnictwa leków dostarczanych z Francji w latach 80 – tych na terenie podkowiańskiego kościoła?

B.D.: – Nie angażowałam się w to rozdawnictwo, raczej zajmowały się tym panie farmaceutki.

T.Z.: – Co mogłaby Pani powiedzieć o pacjentach?

B.D.: – W zasadzie byli zawsze mili, nie miałam jakichś szczególnie nieprzyjemnych sytuacji, nawet nie zdarzały się omdlenia. Podczas wizyt domowych niektóre dzieci chowały się pod łóżka, czy do szafy w swoich mieszkaniach, ale to wydawało mi się normalne, że dziecko się boi. Natomiast z dorosłymi, koleżance przytrafiła się taka sytuacja, że pacjent tak panicznie bał się zastrzyku, że uciekł przez okno. Ja nie doświadczyłam aż takich dziwnych zachowań.

T.Z.: – Służyć chorym to powołanie?

B.D.: – Tak mówi się o naszej pracy. Dla mnie to jedyny mój zawód, który sumiennie wykonywałam przez cały czas. Gdy byłam w liceum, w gabinecie lekarskim już wtedy pomagałam higienistce przy ważeniu i mierzeniu dzieci, potem zrodziło się zainteresowanie w tym kierunku. Byłam opiekuńcza, wrażliwa na rany i ból. Nikt nie namawiał mnie do wyboru szkoły pielęgniarskiej. Może i to nazwiemy powołaniem.

T.Z.: – Co zmieniło się w Pani pracy w ciągu aż tylu lat?

B.D.: – Teraz wpisujemy dane do książeczki zdrowia dziecka, do komputera, do tabletu, wymagana jest umiejętność obsługiwania tych urządzeń. Zdecydowanie wolę pomagać podczas czynności zabiegowych. Przedtem znałam więcej pokoleń podkowian, umiałam powiedzieć gdzie kto mieszka, przy jakiej ulicy, a w tej chwili mamy pacjentów także z okolic (Książenic, Otrębus, Kań, Brwinowa, Milanówka), mnóstwo nowych, nieznanych osób, trudno ich rozpoznać. Miło mi, gdy kolejne podkowiańskie, znane mi pokolenia przypominają się podczas wizyt w Przychodni.

T.Z.: – Przeszła Pani na emeryturę po ponad 50 latach pracy zawodowej, ale mieszkańcy widują Panią w parku przed Urzędem Miasta, w nowym przedszkolu i filii Przychodni „Basis” w Owczarni…

B.D.: – Pani doktor Magdalena Bijak – Perka poprosiła mnie o pomoc w szczepieniach przeciw COVID        – 19, wiec szczepię. W tej chwili zaczęły być przyjmowane dawki drugie i trzecie. Zaszczepionych jest bardzo wiele osób i wciąż przybywa, dlatego czuje się potrzebna i wciąż aktywna.

T.Z.: – Służba zdrowia ma swoją chlubną kartę w dziejach Podkowy Leśnej. Pani także obok wielu lekarzy wpisuje się w tę historię, choć pielęgniarki pracują zwykle bez zaszczytów, odznaczeń. Są cichymi bohaterkami  codzienności, pozostają w środowisku znane i szanowane.

B.D.: – Stan zdrowia nie pozwala mi już na taką pracę jak dawniej, ale nie zamieniłabym jej na inną. Całe życie, jak powiedziałam, pracowałam wyłącznie w Podkowie Leśnej. Jak pani słusznie podkreśla, minęło ponad pół wieku tej po prostu zwykłej służby w naszym mieście.

T.Z.:  – Bardzo dziękuję za rozmowę. Życzę Pani wszystkiego dobrego na dalsze lata.

Rozmowę przeprowadziła: Teresa Zabłocka

 

Sprawdź również

Wystawa „Niepokorne 1978 – 1989”

W piątek 10 czerwca startuje XVIII Festiwal Otwarte Ogrody w Podkowie Leśnej. Liceum ogólnokształcące nr …

 
 

MENU

Podkowa Leśna

Skip to content